środa, 7 marca 2018

Przygotowania

Coraz bardziej się stresowałam. Co prawda podróżowałam już do Kanady i Anglii, ale nigdy do pracy i tym bardziej ze świadomością że na dłuższy okres czasu. Może nie jestem dobrym przykładem patriotyzmu, ale jednak mi smutno.
Spakowałam się w jedną dużą walizkę i torbę podróżną. Zdaniem moich rodziców pomimo, że jest styczeń nie powinnam brać ani zimowych butów ani kurtki, ponieważ w Holandii nie jest zimy. Temperatura jest non stop na plusie. Coraz bardziej waham się czy dobrze robię że ich słucham. Zabrałam ze sobą najwięcej ciuchów roboczych, czyli dresy, starsze bluzki itp. Jadę tam do pracy, a nie na imprezy czy nie wiadomo jakie wyjścia. Jeśli przyjdzie moment  że poznam fajnych ludzi i będę chciała gdzieś wyjść to zdaniem mamy bez problemu za grosze kupię coś tam.
Od razu rada na przyszłość !
od 2 tygodni przed wyjazdem nigdzie nie pracowałam. Czyli nie byłam ubezpieczona. Stwierdziłam, że skoro wyjezdzam to w Holandii i tak będę musiała się ubezpieczyć to po co tutaj. BŁĄD! Nigdy nie wiesz co może się stać. Ja jestem tego idealnym przykładem. Na walentynki dostałam od chłopaka piękny kubek. Dzień przed wyjazdem zachciało mi się czegoś gorącego do picia, więc aby było najszybciej wstawiłam kakao do mikrofalówki. Może to i była moja głupota, nie wiem. Okazało się, że rączka od kubka jest z metalu. Gdy mikrofalówka dała znać, że napój się zagrzał, bez wahania wzięłam kubek za rączkę i podniosłam do góry po czym z ogromnym bólem go upuściłam. Poparzenie trzeciego stopnia. Fajnie co?
Mam zdjęcia w rany, ale jest zbyt obrzydliwe więc nie będę tego publikować. Dla dowodu dodam to.


Nawet nie zdajecie sobie sprawy jaki to ból. Oczywiście szpital. Zabuliłam 100 zł. Za co ? Za zastrzyk przeciwbólowy, maść i bandaż. Nawet specjalista mnie nie oglądał, bo chciał kolejną stówę. Powiedzieli mi tylko że skoro daję radę chociaż trochę poruszać palcami czyli nic poważniejszego się nie stało. Tak że, ubezpieczajcie się. ZAWSZE. 
Noc była nie przespana.


Bardzo was przepraszam, że tak długo nic nie pisałam, ale przez bolącą dłoń, nerwy i zamieszanie nie miałam do tego głowy. 

Transport

Macie kilka mozliwosci transportu.
-Bus np. W&W Trans. Czyli ten którym ja jadę. Droga około 20 godz. Cena 70euro. Oczywiście w zależności skąd dokąd jedziecie. Ja wyruszam z Ełku do Hezze , więc cena i godziny podróży tak wyglądają. 

-Samolot. Owszem wygodniej i szybciej. Lecz są droższe. Można zabrać tylko bagaż podręczny, za normalny trzeba dopłacać kupę kasy. Plus organizacja transportu na lotnisko, z lotniska na miejsce... moim zdaniem tragedia.
-Pociąg. Eeem... wyobrażacie sobie tyle przesiadek (mniej więcej 3) z walizami, możliwe że nawet w biegu? Ja też nie. No comment.
-Samochód. Moim zdaniem najlepsza opcja ze wszystkich. Ja z niej nie korzystam, ponieważ nie posiadam auta. Najszybszy dojazd na miejsce. Przystanki gdzie chcesz i kiedy chcesz. A cena za paliwo podobna do biletu z busa ( w zależności jeszcze jakim samochodem). Jedyny minus to zmęczenie. Tyle godzin prowadzić samochód to jednak męka. Gdy jednak wyjeżdżacie z jeszcze jedną osobą co parę godzin możecie się zmieniać. Dla mnie super.

Proszę o komentarze i swoją opinię. Czy podróżowaliście tak jak ja busem lub jednak innym transportem, lub zamierzacie jechać.